23.05.2012.
Dzisiaj miałam ciężką noc. Kaja budziła się co pół godziny i częściej, od dziesiątej do północy. Potem już nie chciała zasnąć nawet przy piersi, bo miała zatkany nosek, i dopiero gdy się wypłakała i wysmarkała zasnęła około pierwszej. Później budziła się jeszcze dwa razy na jedzenie. Nie wiem jak inni, ale ja odkąd urodziła się moja córka nie mogę rano logicznie myśleć, dopiero po kawie budzę się do życia. I choć to się kłóci z moimi zasadami zdrowego życia, pierwsze co robię rano to kawa, pita na czczo, z mlekiem, bez cukru przynajmniej. Kiedy ona przestanie jeść w nocy? Zawsze je przynajmniej 2 razy, czasem 4. Nie wpływa to dobrze na moje samo poczucie i chęć do czegokolwiek.
Zauważyłam, że gdy piję kawę to mam mniej pokarmu, ale pić ją muszę, bo inaczej jestem nie do życia, a już na pewno nie mogłabym się dobrze zajmować dzieckiem. Właśnie mam kryzys, mój organizm domaga się drzemki, albo drugiej kawy, czego staram się unikać. Zaraz jak sobie przypomnę co jeszcze muszę dziś zrobić to mi przejdzie ochota zarówno na jedno jak i drugie. O już przechodzi.
Zrozumiałam znaczenie powiedzenia " Co cię nie zabije, to cię wzmocni". Macierzyństwo mnie nie zabije raczej, więc od razu czuję się mocniejsza. Naprzód matki świata, w nas nadzieja na przyszłość gatunku.
Jest godzina 18:18, idę na strych powiesić i ściągnąć pranie, puki mała śpi, Antoś ją przypilnuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz