Magdalena i Dzieciaki
poniedziałek, 11 marca 2019
wtorek, 14 marca 2017
No i wykrakałam
Zakładając ten blog, miałam zamiar nie pisać o ojcu moich dzieci, bo sobie tego nie życzył. Sytuacja jednak uległa zmianie. Teraz na prawdę jestem ja i dzieci.
Czy jest mi lepiej? Czasem tak, czasem nie.
Miewam okropne dni, gdy jest mi po prostu bardzo źle i użalam się, gdy brak mi cierpliwości i siły. Ale są wspaniałe dni gdy cieszę się, że jest tak jak jest, i gdyby było tak jak kiedyś, to byłabym częściej smutna, poirytowana i bez chęci do czegokolwiek.
Moje skrzydła powoli odrastają, wkrótce znów będę szybować wysoko :-)
środa, 2 marca 2016
Czego ja właściwie chcę?
Największy mój problem chyba, to właśnie to pytanie, na które nie do końca umiem odpowiedzieć. Pewnie że potrafię powiedzieć czego chcę, Ale samo powiedzenie jeszcze nic nie znaczy. Nie umiem dążyć do tego chciejstwa. Może inaczej, nie umiem zdecydować się na podjęcie kroków, w celu osiągnięcia tego co chcę. Mam jeszcze cudowną rodzinkę, która od mojego dzieciństwa negowała moje pomysły, na to co chcę robić. Ciągłe porównywanie mnie z tymi lepszymi, całkiem zniszczyło we mnie poczucie własnej wartości i wiarę we własne możliwości. Skoro jestem taka beznadziejna, to po co mam zaczynać coś robić, jak pewnie i tak mi się nie uda. Przecież nikt tak nie robi, ty też tak robić nie możesz.
Wciąż to słyszę, nawet teraz gdy jestem bardzo dorosła.
Muszę się wyzwolić z tego marazmu, z tego bezruchu, inaczej się uduszę. Łatwo powiedzieć, ale jak to zrobić? Zaczęłam od terapii z psychologiem. Osobiście uważam że to skandal, gdy słyszę zarzuty, że powinnam się zająć sobą, dziećmi, a po co ci to.
Zastanawiam się dlaczego wszystko co robię innego niż moja rodzina, jest uznawane za złe, niepotrzebne, niewłaściwe!
Czasem chciałabym uciec na koniec świata, w nadziei że tam się uwolnię od tego ograniczania. Ale wiem, że tę sprawę muszę załatwić tu i teraz. Nie mogę dłużej siedzieć z założonymi rękami i czekać aż świat zmieni się sam, a ja się jakoś dostosuję. Żeby coś zmienić, trzeba to zrobić samemu, a nie czekać aż samo się jakoś ułoży! Ile lat można tak czekać i udawać że jest super? Że niczego więcej nie chcę. Owszem chcę, i postaram się to zrobić, wbrew wszystkim lepiej wiedzącym.
Przyznaję, że mam mnóstwo pomysłów na to co chciałabym robić w życiu. Żeby spróbować ich wszystkich powinnam zacząć od zaraz. Mam nadzieję że jeszcze zdążę. Chcę znaleźć dla siebie miejsce na tym świecie, moje, przytulne, gdzie będę szczęśliwa i usatysfakcjonowana. Gdzie będę pracować robiąc to co uwielbiam, lub to czego jeszcze nie znam, a pokocham. Zwyczajnie nie zgadzam się na szare i nudne życie, wpasowane w wyobrażenia mojej rodziny. To ich wyobrażenia, a nie moje!
A moje dzieci będą szczęśliwe mając szczęśliwą matkę. I cokolwiek zrobię, zawsze będę miała na uwadze ich dobro.
poniedziałek, 15 lutego 2016
Dawno mnie nie było
Wciąż sobie przypominam o tym żeby zrobić wpis na blogu. I ciągle zapominam. Czy to mogło trwać aż tak długo? 3 i pół roku!!!!!
Data nie kłamie, więc koniec z tym tematem.
Zmieniło się tak dużo, i jednocześnie tak niewiele.
Oczywiście dzieci urosły, a ja się postarzałam.
Mam teraz inny plan na życie, bo niespodziewanie w czerwcu Tytuł bloga okazał się proroczy. Teraz na prawdę jestem tylko ja i dzieci. Gdy zakładałam bloga, nie chciałam pisać o moim mężu, gdyż on nie życzył sobie nawet żeby o nim pisała na FB, oprócz tego że istnieje. Więc nie pisałam.
Teraz już nawet nie mam ochoty o nim pisać.
Plany najbliższe to jutrzejsza wizyta w poradni we Wrocławiu, Przy okazji zajrzę do jednego sklepu, dostałam kupon rabatowy, może coś kupię, a może nie.
Właściwie to teraz żyję tak samo oszczędnie jak wcześniej, zastanawiam się nad każdym wydatkiem, mówię że nie potrzebuję nowych ubrań, bo przecież szafa jest pełna. Zrobiłam porządki i wyciągnęłam wszystkie ciuchy, które dostałam od "teściowej". Jest tego siedem dużych toreb. Był teki dzień że chciałam jej wszystko zawieść i postawić pod drzwiami, ale teraz czekam na kolejny taki dzień, do takich czynów muszę mieć wenę. Może tylko gdy jestem wściekła mam w sobie więcej odwagi niż strachu, obawy, zdrowego rozsądku, skrępowania ogólnie przyjętymi konwenansami społecznymi.
Ciocia stwierdziła że teraz chyba nie mam się w co ubrać, ale na szczęście trochę schudłam i są na mnie dobre ubrania sprzed pierwszej ciąży. Przyjaciółka stwierdziła, że to bardzo dobrze, wreszcie kupię sobie coś modnego. Puki co, od 27 stycznia kupiłam jedną bluzkę.
Pamiętam, jak zdarzało mi się, że ktoś mnie nie poznał na ulicy i mówił, że będę bogata, albo składał mi życzenia i życzył pieniędzy i mnóstwo szczęścia, a ja odpowiadałam, że chciałabym tylko, żeby nic się nie zmieniało, bo jestem szczęśliwa i niczego więcej nie chcę niż to co mam. Teraz gdy ktoś mnie pyta co u mnie mówię, że mąż się wyprowadził i jestem sama z dziećmi. I wszyscy są w szoku. Pytają dlaczego, a ja mówię że właściwie to nie było żadnego powodu i ja sama tego nie rozumiem.
Od tamtej pory jeszcze się zmieniło to że bardziej o siebie dbam, bo muszę być zdrowa i silna dla moich dzieci. Chodzę często z kijkami, znacznie poprawiła się moja kondycja, mięśnie pleców i wszystkie inne. Jestem silniejsza i nie bolą mnie plecy, czasem tylko kolana. Mój ortopeda mówi że jestem wrakiem człowieka. Leczę się u diabetologa (mam insulinooporność), mam piasek w nerkach, wycięty woreczek żółciowy, wytarte chrząstki w kolanach, astygmatyzm i dużą wadę wzroku, alergię, żylaki, biorę kilka leków w tym jod. Już 3 razy byłam u psychologa, trochę mi to pomaga po odejściu męża, ale zanim dojdę do siebie minie dużo czasu.
Ogólnie nienawidzę wszystkich facetów, prócz tych paru których znam i wiem, że są dobrymi mężami albo jeszcze nie mają żon. Żartuję do koleżanek, że powinna zostać przeprowadzona eliminacja rodzaju męskiego, jak w "Seksmisji", a ocaleli by tylko ci którzy na to zasługują albo dadzą się wychować. Niestety moje koleżanki też mają przez ostatnie lata same złe doświadczenia z facetami, partnerami, mężami. Rozumieją mnie i wspierają.
Przechodzę różne fazy, szok, próba ratowania, negacja problemu, rozpacz, niedowierzanie, wściekłość. Czekam na zwyczajność.
Zamierzam nad tym popracować, oczywiście nie sama, ale wiem że są tacy którzy mi pomogą.
Właściwie to pod paroma względami jest mi lepiej, czuję się wolna i pełna pomysłów. Brak mi tylko pewności siebie żeby je zrealizować. Ale powoli :)
sobota, 30 czerwca 2012
Lato mnie dobija
I wreszcie nadeszło upragnione lato, tylko dlaczego ja się nie cieszę tak bardzo. Super że są truskawki, zielony groszek, czereśnie, ale upał to już mi się nie podoba. Dziś dzieciaki nie wychodziły z domu bo było za gorąco, ja musiałam kupić coś do jedzenia, ale wróciłam zaraz. A wieczorem pojechałam na urodziny brata, i niestety wsiadłam do auta, które stało się piekarnikiem. Nienawidzę tego. Pewnie od otwartego okna nabawię się jeszcze większego przeziębienia, bo 2 tygodnie po wzięciu antybiotyku znów boli mnie gardło, już cały tydzień. Gdy pamiętam to płuczę szałwią, jem czosnek, potem miód, rutinoskorbin łykam. Gdy zapomnę to znów boli, najgorzej w nocy, kiedy wyschnie mi w gardle.
Miałam pisać o dzieciach. Córcia potrafi już umyć sobie brzuszek w kąpieli, cieszy się przy tym ogromnie, ale zła mama wzięła ją na basen i teraz ma katarek. Zapomniała od poprzedniego razu jak się wyciera nosek, czy sobie, czy też mamie. Daje nam do spróbowania np. wafelka, a potem wyciąga po niego rękę. Daje do obejżenia zabawkę, a gdy się zachwycamy to wyciąga po nią rekę, bo już sobie obejżeliśmy przecież.
W nocy i trochę w dzień jest sajgon, bo idą jej kolejne zęby, kupiłam nowy żel do dziąseł, bo poprzedni się kończy. Gdy się obudzi w dzień, to po posmarowaniu jeszcze potrafi zasnąć, znaczy że łagodzi ból.
Wkrótce przestanę ją karmić piersią, bo lekarz ortopeda przypisał mi na kolana i kręgosłup leki, których nie można brać karmiąc. Trochę mi szkoda, bo ona tak to mleczko lubi.
A synek miał przedwczoraj urodziny. Poczęstował dzieci w przedszkolu słodyczami - gumy i krówki. Upiekłam biszkopt z galaretką i owocami. Przyjechała moja mama i ciocia - przywiozły malutki, śliczny torcik, przyszli pradziadkowie. Było miło, kilka prezentów - ale jak prosiłam nic wielkiego czy drogiego. Następnego dnia był niezrozumiały bunt. Synek uparł się jak osioł, na wszystko mówił "nie" - kąpiel, kolacja, itd. . Mąż się zdenerwował, i niestety udzieliło się też mnie. Potem gdy emocje opadły już wiedziałam co powinnam zrobić, by zapobiec awanturze, ale podczas zajmowania się małą jakoś nie mogłam się skupić jeszcze na synu. Następnym razem pozwolę mu wybrać, albo się wykąpie i zje to co przygotowałam, albo nie będzie mógł wyjść z pokoju, taki brudny i śmierdzący, bo my nie chcemy czuć od niego smrodku w czasie śniadania. Żeby tylko umysł mieć jasny, to takie podstępy łatwo przychodzą do głowy.
Kończę już bo nie powinnam zbyt długo siedzieć przy kompie, ze względu na moje stare kości oraz późną godzinę. Dobranoc
Miałam pisać o dzieciach. Córcia potrafi już umyć sobie brzuszek w kąpieli, cieszy się przy tym ogromnie, ale zła mama wzięła ją na basen i teraz ma katarek. Zapomniała od poprzedniego razu jak się wyciera nosek, czy sobie, czy też mamie. Daje nam do spróbowania np. wafelka, a potem wyciąga po niego rękę. Daje do obejżenia zabawkę, a gdy się zachwycamy to wyciąga po nią rekę, bo już sobie obejżeliśmy przecież.
W nocy i trochę w dzień jest sajgon, bo idą jej kolejne zęby, kupiłam nowy żel do dziąseł, bo poprzedni się kończy. Gdy się obudzi w dzień, to po posmarowaniu jeszcze potrafi zasnąć, znaczy że łagodzi ból.
Wkrótce przestanę ją karmić piersią, bo lekarz ortopeda przypisał mi na kolana i kręgosłup leki, których nie można brać karmiąc. Trochę mi szkoda, bo ona tak to mleczko lubi.
A synek miał przedwczoraj urodziny. Poczęstował dzieci w przedszkolu słodyczami - gumy i krówki. Upiekłam biszkopt z galaretką i owocami. Przyjechała moja mama i ciocia - przywiozły malutki, śliczny torcik, przyszli pradziadkowie. Było miło, kilka prezentów - ale jak prosiłam nic wielkiego czy drogiego. Następnego dnia był niezrozumiały bunt. Synek uparł się jak osioł, na wszystko mówił "nie" - kąpiel, kolacja, itd. . Mąż się zdenerwował, i niestety udzieliło się też mnie. Potem gdy emocje opadły już wiedziałam co powinnam zrobić, by zapobiec awanturze, ale podczas zajmowania się małą jakoś nie mogłam się skupić jeszcze na synu. Następnym razem pozwolę mu wybrać, albo się wykąpie i zje to co przygotowałam, albo nie będzie mógł wyjść z pokoju, taki brudny i śmierdzący, bo my nie chcemy czuć od niego smrodku w czasie śniadania. Żeby tylko umysł mieć jasny, to takie podstępy łatwo przychodzą do głowy.
Kończę już bo nie powinnam zbyt długo siedzieć przy kompie, ze względu na moje stare kości oraz późną godzinę. Dobranoc
czwartek, 31 maja 2012
Pamiątka 31.05.2012.
Postanowiłam, że będę zapisywać tu osiągnięcia mojej córki i syna. Ich postępy, nowe umiejętności iróżne ciekawostki. Po latach nikt nie pamięta takich rzeczy, a miło będzie powspominać.
Moja Kaja ma skończone 8 miesięcy. Oczywiście siedzi już od jakiegoś miesiąca lub dłużej, ma 2 zęby na dole (jedynki). Od około 3 tygodni lubi się bawić w "a-kuku", sama zaczyna zabawę, naciąga czapkę na oczy, podnosi i śmieje się, i tak wiele razy, aż mamy dość śmiechu.
Wczoraj bawiła się chusteczką higieniczną, zazwyczaj drze ją na kawałki, a ja próbuję tłumaczyć że chusteczka służy do wycierania noska i nie wolno jej drzeć. Więc powiedziałam znów, sama zrobiłam gest wycerania nosa i Kaja go powtórzyła małym skrawkiem który został jej w dłoni. Dałam jej większy kawałek i poprosiłam - "wytrzyj mamie nosek" - i Kaja przejechała mi po nosie. Wieczorem chciałam pokazać to Jarkowi, i Kaja wytarła nosek tatusiowi. To niesamowite, ona już rozumie, ale czy inne rzeczy też? Być może te które najczęściej przy niej wykonujemy, a ostatnio oboje z Tosiem mają katar.
Antoś wkrótce skończy 4 lata. Chodzi do przedszkola odkąd skończył 2 lata. Najpierw w mieście, gdzie pracowałam, a gdy urodziłam Kaję przeniosłam go do przedszkola w naszej miejscowości. Jest dzieckiem nieśmiałym, zwłaszcza przy obcych. Ale jest też bystry. Kiedy miał 1,5 roku musiałam trochę jeździć do pracy, więc mąż z nim zostawał sam, bo w zimie nie ma za dużo pracy. Siedział przed komputerem jak to ma w zwyczaju, Tosiek na jego kolanach, i zaczął go uczyć klawiszy funkcyjnych oraz literek. Tosiek nauczył się w kilka miesięcy wszystkiego, i potrafił wcisnąć klawisz z literką o którą się go poprosiło. Geniusz?
Subskrybuj:
Posty (Atom)