poniedziałek, 15 lutego 2016

Dawno mnie nie było


Wciąż sobie przypominam o tym żeby zrobić wpis na blogu. I ciągle zapominam. Czy to mogło trwać aż tak długo? 3 i pół roku!!!!! 
Data nie kłamie, więc koniec z tym tematem.
Zmieniło się tak dużo, i jednocześnie tak niewiele. 
Oczywiście dzieci urosły, a ja się postarzałam. 
Mam teraz inny plan na życie, bo niespodziewanie w czerwcu Tytuł bloga okazał się proroczy. Teraz na prawdę jestem tylko ja i dzieci. Gdy zakładałam bloga, nie chciałam pisać o moim mężu, gdyż on nie życzył sobie nawet żeby o nim pisała na FB, oprócz tego że istnieje. Więc nie pisałam. 
Teraz już nawet nie mam ochoty o nim pisać.
Plany najbliższe to jutrzejsza wizyta w poradni we Wrocławiu, Przy okazji zajrzę do jednego sklepu, dostałam kupon rabatowy, może coś kupię, a może nie. 
Właściwie to teraz żyję tak samo oszczędnie jak wcześniej, zastanawiam się nad każdym wydatkiem, mówię że nie potrzebuję nowych ubrań, bo przecież szafa jest pełna. Zrobiłam porządki i wyciągnęłam wszystkie ciuchy, które dostałam od "teściowej". Jest tego siedem dużych toreb. Był teki dzień że chciałam jej wszystko zawieść i postawić pod drzwiami, ale teraz czekam na kolejny taki dzień, do takich czynów muszę mieć wenę. Może tylko gdy jestem wściekła mam w sobie więcej odwagi niż strachu, obawy, zdrowego rozsądku, skrępowania ogólnie przyjętymi konwenansami społecznymi. 
Ciocia stwierdziła że teraz chyba nie mam się w co ubrać, ale na szczęście trochę schudłam i są na mnie dobre ubrania sprzed pierwszej ciąży. Przyjaciółka stwierdziła, że to bardzo dobrze, wreszcie kupię sobie coś modnego.  Puki co, od 27 stycznia kupiłam jedną bluzkę.

Pamiętam, jak zdarzało mi się, że ktoś mnie nie poznał na ulicy i mówił, że będę bogata, albo składał mi życzenia i życzył pieniędzy i mnóstwo szczęścia, a ja odpowiadałam, że chciałabym tylko, żeby nic się nie zmieniało, bo jestem szczęśliwa i niczego więcej nie chcę niż to co mam. Teraz gdy ktoś mnie pyta co u mnie mówię, że mąż się wyprowadził i jestem sama z dziećmi. I wszyscy są w szoku. Pytają dlaczego, a ja mówię że właściwie to nie było żadnego powodu i ja sama tego nie rozumiem.

Od tamtej pory jeszcze się zmieniło to że bardziej o siebie dbam, bo muszę być zdrowa i silna dla moich dzieci. Chodzę często z kijkami, znacznie poprawiła się moja kondycja, mięśnie pleców i wszystkie inne. Jestem silniejsza i nie bolą mnie plecy, czasem tylko kolana. Mój ortopeda mówi że jestem wrakiem człowieka. Leczę się u diabetologa (mam insulinooporność), mam piasek w nerkach, wycięty woreczek żółciowy, wytarte chrząstki w kolanach, astygmatyzm i dużą wadę wzroku, alergię, żylaki, biorę kilka leków w tym jod. Już 3 razy byłam u psychologa, trochę mi to pomaga po odejściu męża, ale zanim dojdę do siebie minie dużo czasu. 

Ogólnie nienawidzę wszystkich facetów, prócz tych paru których znam i wiem, że są dobrymi mężami albo jeszcze nie mają żon. Żartuję do koleżanek, że powinna zostać przeprowadzona eliminacja rodzaju męskiego, jak w "Seksmisji", a ocaleli by tylko ci którzy na to zasługują albo dadzą się wychować. Niestety moje koleżanki też mają przez ostatnie lata same złe doświadczenia z facetami, partnerami, mężami. Rozumieją mnie i wspierają.

Przechodzę różne fazy, szok, próba ratowania, negacja problemu, rozpacz, niedowierzanie, wściekłość. Czekam na zwyczajność.
Zamierzam nad tym popracować, oczywiście nie sama, ale wiem że są tacy którzy mi pomogą. 

Właściwie to pod paroma względami jest mi lepiej, czuję się wolna i pełna pomysłów. Brak mi tylko pewności siebie żeby je zrealizować. Ale powoli :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz