I wreszcie nadeszło upragnione lato, tylko dlaczego ja się nie cieszę tak bardzo. Super że są truskawki, zielony groszek, czereśnie, ale upał to już mi się nie podoba. Dziś dzieciaki nie wychodziły z domu bo było za gorąco, ja musiałam kupić coś do jedzenia, ale wróciłam zaraz. A wieczorem pojechałam na urodziny brata, i niestety wsiadłam do auta, które stało się piekarnikiem. Nienawidzę tego. Pewnie od otwartego okna nabawię się jeszcze większego przeziębienia, bo 2 tygodnie po wzięciu antybiotyku znów boli mnie gardło, już cały tydzień. Gdy pamiętam to płuczę szałwią, jem czosnek, potem miód, rutinoskorbin łykam. Gdy zapomnę to znów boli, najgorzej w nocy, kiedy wyschnie mi w gardle.
Miałam pisać o dzieciach. Córcia potrafi już umyć sobie brzuszek w kąpieli, cieszy się przy tym ogromnie, ale zła mama wzięła ją na basen i teraz ma katarek. Zapomniała od poprzedniego razu jak się wyciera nosek, czy sobie, czy też mamie. Daje nam do spróbowania np. wafelka, a potem wyciąga po niego rękę. Daje do obejżenia zabawkę, a gdy się zachwycamy to wyciąga po nią rekę, bo już sobie obejżeliśmy przecież.
W nocy i trochę w dzień jest sajgon, bo idą jej kolejne zęby, kupiłam nowy żel do dziąseł, bo poprzedni się kończy. Gdy się obudzi w dzień, to po posmarowaniu jeszcze potrafi zasnąć, znaczy że łagodzi ból.
Wkrótce przestanę ją karmić piersią, bo lekarz ortopeda przypisał mi na kolana i kręgosłup leki, których nie można brać karmiąc. Trochę mi szkoda, bo ona tak to mleczko lubi.
A synek miał przedwczoraj urodziny. Poczęstował dzieci w przedszkolu słodyczami - gumy i krówki. Upiekłam biszkopt z galaretką i owocami. Przyjechała moja mama i ciocia - przywiozły malutki, śliczny torcik, przyszli pradziadkowie. Było miło, kilka prezentów - ale jak prosiłam nic wielkiego czy drogiego. Następnego dnia był niezrozumiały bunt. Synek uparł się jak osioł, na wszystko mówił "nie" - kąpiel, kolacja, itd. . Mąż się zdenerwował, i niestety udzieliło się też mnie. Potem gdy emocje opadły już wiedziałam co powinnam zrobić, by zapobiec awanturze, ale podczas zajmowania się małą jakoś nie mogłam się skupić jeszcze na synu. Następnym razem pozwolę mu wybrać, albo się wykąpie i zje to co przygotowałam, albo nie będzie mógł wyjść z pokoju, taki brudny i śmierdzący, bo my nie chcemy czuć od niego smrodku w czasie śniadania. Żeby tylko umysł mieć jasny, to takie podstępy łatwo przychodzą do głowy.
Kończę już bo nie powinnam zbyt długo siedzieć przy kompie, ze względu na moje stare kości oraz późną godzinę. Dobranoc
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz